Znasz ten specyficzny typ bywalca szatni. Wyciąga z torby pojemnik, a w nim surowa wołowina, bo przecież naoglądał się na platformach społecznościowych, że rzekomo "prawdziwe wilki nie używają mikrofalówki". Zanim zaczniesz się zastanawiać, czy surowe mięso to mityczny, zaginiony element drogi do bycia wielkim i silnym, musimy brutalnie zderzyć te internetowe rewelacje z twardą fizjologią. W kontekście zaawansowanej diety wysokobiałkowej, z jaką mamy do czynienia w 2026 roku, to, co w mediach brzmi jak ostateczny test męskości, dla Twojego metabolizmu jest gigantycznym krokiem wstecz. Biodostępność białka po obróbce termicznej jest absolutnie kluczowa, by budować włókna mięśniowe, a nie tylko toczyć wyczerpującą walkę z własnym układem trawiennym.
Jedzenie surowego mięsa nie robi z ciebie samca alfa, nie zbliża cię do natury i z pewnością nie przyspiesza twoich postępów na siłowni. Sprawia jedynie, że twój układ pokarmowy musi pracować na najwyższych, nieoptymalnych obrotach, marnując cenną energię, którą mógłbyś przeznaczyć na regenerację po ciężkim treningu oporowym. Jeśli zależy ci na maksymalnej hipertrofii, musisz zrozumieć, że obróbka termiczna mięsa to nie jest wymysł kulinarny znudzonych szefów kuchni. To twój najsilniejszy, całkowicie legalny anabolik, który drastycznie zmienia zasady gry w przyswajaniu makroskładników. Ogień to narzędzie, które pozwoliło naszemu gatunkowi wejść na szczyt łańcucha pokarmowego, a w kontekście sportów sylwetkowych pozwala wyciągnąć z każdego grama pożywienia absolutne maksimum potencjału budulcowego.
Ewolucyjny "cheat code", czyli dlaczego nie jesteśmy wilkami
Drapieżniki żywiące się surowym mięsem, takie jak wilki, lwy czy tygrysy, mają układ pokarmowy przypominający kwasową myjnię samochodową. Ich żołądki generują kwas solny o tak niskim pH, że potrafią rozpuścić kości, a ich przewód pokarmowy jest stosunkowo krótki, co pozwala na szybkie wydalenie resztek, zanim zaczną gnić i produkować toksyny. Nasza ludzka fizjologia na przestrzeni setek tysięcy lat postawiła na zupełnie inną optymalizację. Współczesna biologia ewolucyjna, poparta badaniami antropologicznymi, mówi wprost: gotowanie to dosłownie trawienie zewnętrzne, które drastycznie odciążyło nasze jelita i pozwoliło nam stać się ludźmi.
Hipoteza "kosztownej tkanki" (Expensive Tissue Hypothesis), sformułowana przez antropologów, idealnie tłumaczy ten fenomen. Mózg i jelita to dwa najbardziej energochłonne organy w ciele naczelnych. Aby nasz mózg mógł urosnąć do obecnych rozmiarów, musieliśmy skądś wziąć na to energię. Ewolucja "zdecydowała" się na zmniejszenie objętości przewodu pokarmowego. Stało się to możliwe wyłącznie dlatego, że nasi przodkowie z gatunku Homo erectus opanowali ogień. Zaczęli gotować mięso, co sprawiło, że stało się ono miękkie, łatwe do pogryzienia i przede wszystkim – łatwe do strawienia. Nie musieliśmy już spędzać połowy dnia na żuciu twardych, surowych włókien mięśniowych, jak robią to współczesne małpy człekokształtne jedzące surowe rośliny i sporadycznie surowe mięso.
Zamiast leżeć w jaskini i trawić jeden surowy posiłek przez kilkanaście godzin, organizm człowieka zaczął szybko przyswajać ugotowane białko i tłuszcze, zyskując potężną nadwyżkę energetyczną. Nasz przewód pokarmowy jest po prostu za krótki i zbyt delikatny, by wyciągnąć z surowizny maksimum potencjału. Próba powrotu do jedzenia surowego mięsa to ignorowanie setek tysięcy lat ewolucyjnej adaptacji. Twój organizm nie jest przystosowany do efektywnego radzenia sobie z taką formą pożywienia. Zamiast budować mięśnie, zmuszasz swoje ciało do wykonywania pracy, którą ogień mógłby wykonać za ciebie w kilkanaście minut na patelni lub w piekarniku. W realiach sportu wyczynowego, gdzie liczy się każdy ułamek procenta optymalizacji, odrzucenie tego ewolucyjnego "cheat code'u" jest po prostu błędem w sztuce.
Biodostępność białka: Surowe kontra ugotowane na ringu
Kiedy wrzucasz kawałek mięsa na ruszt, patelnię czy do garnka, zachodzi zjawisko znane w biochemii jako denaturacja termiczna białek. To absolutny klucz do twoich przyrostów masy mięśniowej. Białko w surowym mięsie ma strukturę ciasno zwiniętego kłębka (struktura trzeciorzędowa i czwartorzędowa), która jest wysoce oporna na działanie naszych soków żołądkowych i enzymów trawiennych. Te skomplikowane, trójwymiarowe struktury chronią wiązania peptydowe przed łatwym dostępem. Kiedy jesz surowe mięso, twoja pepsyna w żołądku musi dosłownie przedzierać się przez te warstwy, co jest procesem powolnym i wysoce nieefektywnym.
Pod wpływem wysokiej temperatury ten ciasny kłębek zaczyna się rozwijać. Wiązania wodorowe i mostki dwusiarczkowe, które utrzymują białko w jego natywnej formie, pękają. Białko traci swoją pierwotną strukturę przestrzenną, rozwijając się w długie, luźne łańcuchy polipeptydowe. W tym momencie enzymy trawienne, takie jak wspomniana pepsyna w żołądku, a następnie trypsyna i chymotrypsyna w dwunastnicy, wjeżdżają tam bez najmniejszego oporu. Ugotowane mięso wystawia swoje aminokwasy jak na tacy, pozwalając enzymom na błyskawiczne cięcie łańcuchów na pojedyncze aminokwasy oraz di- i tripeptydy, które mogą zostać wchłonięte przez kosmki jelitowe do krwiobiegu.
Badania naukowe wielokrotnie udowadniały tę różnicę. Klasycznym przykładem jest przyswajalność białka jaja kurzego, która w formie surowej wynosi zaledwie około 50%, podczas gdy po ugotowaniu skacze do ponad 90%. Podobne, choć nieco mniej drastyczne różnice, dotyczą mięsa wołowego, wieprzowego czy drobiowego. Jedząc surowe mięso, dosłownie wydalasz część cennego białka, za które zapłaciłeś. Twój układ pokarmowy nie jest w stanie rozbić wszystkich nienaruszonych struktur komórkowych i włókien mięśniowych przed ich przejściem do jelita grubego. Tam stają się one pożywką dla bakterii gnilnych, co nie tylko powoduje dyskomfort gastryczny, ale oznacza bezpowrotną utratę budulca, który miał trafić do twoich bicepsów czy mięśni czworogłowych ud.
Synteza białek mięśniowych (MPS) a kinetyka aminokwasów
Żeby odpalić proces syntezy białek mięśniowych (Muscle Protein Synthesis - MPS) na maksymalnych obrotach, potrzebujesz specyficznego środowiska biochemicznego w swoim organizmie. Kluczowym czynnikiem jest tutaj szybki i wyraźny skok poziomu aminokwasów egzogennych we krwi, ze szczególnym uwzględnieniem leucyny. Leucyna działa jak klucz w stacyjce, który uruchamia szlak sygnałowy mTORC1 – główny przełącznik odpowiedzialny za inicjację budowania nowych włókien mięśniowych. Aby ten przełącznik został wciśnięty z odpowiednią siłą, stężenie leucyny we krwi musi przekroczyć pewien próg (tzw. próg leucynowy) w stosunkowo krótkim czasie.
Ugotowana wołowina, dzięki zdenaturowanym białkom i ułatwionemu trawieniu, znacznie szybciej i mocniej podnosi poziom tego budulca krążącego w żyłach. Aminokwasy z ugotowanego mięsa błyskawicznie trafiają do krwiobiegu, tworząc wyraźny "pik" stężenia, który daje potężny sygnał anaboliczny do mięśni. To właśnie ten nagły napływ aminokwasów informuje organizm: "mamy mnóstwo zasobów, czas rozpocząć budowę". Jest to mechanizm, który kulturyści i sportowcy siłowi starają się optymalizować od dekad, dobierając odpowiednie źródła białka po treningu.
Z kolei surowe mięso, ze względu na swoją oporną strukturę, uwalnia aminokwasy bardzo powoli i płasko. Trawienie trwa godzinami, a aminokwasy kapią do krwiobiegu w tempie, które może nigdy nie przekroczyć progu niezbędnego do maksymalnej stymulacji szlaku mTORC1. Otrzymujesz długotrwały, ale bardzo słaby sygnał. W kontekście zapobiegania katabolizmowi (rozpadowi mięśni) może to mieć pewne marginalne zastosowanie, ale jeśli twoim celem jest hipertrofia i budowanie nowej tkanki, potrzebujesz silnego bodźca. Surowe mięso po prostu nie jest w stanie dostarczyć aminokwasów z dynamiką wymaganą przez zaawansowany organizm sportowca w 2026 roku, który oczekuje maksymalnych rezultatów z każdego spożytego posiłku.
Efekt termiczny pożywienia i ekonomia energetyczna organizmu
Budowanie masy mięśniowej to w dużej mierze gra w nadwyżkę kaloryczną i optymalne zarządzanie energią. Tutaj surowe mięso robi ci potężnego psikusa za sprawą parametru, jakim jest efekt termiczny pożywienia (Thermic Effect of Food - TEF). TEF to koszt energetyczny, jaki twój organizm musi ponieść na pogryzienie, strawienie, wchłonięcie i zmetabolizowanie spożytego posiłku. Białko samo w sobie ma najwyższy TEF ze wszystkich makroskładników – organizm zużywa około 20-30% kalorii pochodzących z białka na samo jego przetworzenie. Jednak forma, w jakiej to białko dostarczasz, ma kolosalne znaczenie dla ostatecznego rachunku energetycznego.
Trawienie surowego, niezdenaturowanego białka i nienaruszonych włókien mięśniowych wymaga drastycznie większego nakładu pracy ze strony układu pokarmowego. Żołądek musi intensywniej pracować mechanicznie (skurcze perystaltyczne), produkować więcej kwasu solnego i enzymów, a jelita muszą zużyć więcej energii na transport aktywny składników odżywczych. Wyższy TEF surowizny oznacza, że z tej samej porcji mięsa zostaje ci znacznie mniej kalorii netto do wykorzystania na regenerację po treningu, syntezę nowych białek mięśniowych i uzupełnienie glikogenu.
Dla osoby na redukcji, która chce spalić jak najwięcej kalorii, jedzenie trudnostrawnych produktów może wydawać się kuszące, ale w przypadku budowania masy mięśniowej jest to strzał w kolano. Zmuszasz swój organizm do ciężkiej pracy fizycznej wewnątrz brzucha. Zjawisko to często objawia się uczuciem ciężkości, sennością po posiłku i tzw. "meat sweats" (poceniem się po spożyciu dużej ilości mięsa), co jest bezpośrednim dowodem na to, jak ogromny wysiłek termogeniczny podejmuje twoje ciało. Gotowanie mięsa to outsourcing tej pracy na zewnątrz. Przekazujesz energię cieplną z kuchenki do mięsa, oszczędzając energię własnego ciała, którą możesz potem wykorzystać na wyciśnięcie dodatkowego powtórzenia na ławce płaskiej.
Bezpieczeństwo mikrobiologiczne: Układ immunologiczny jako wróg hipertrofii
Wrzucanie w siebie surowego mięsa to nie tylko kwestia nieefektywnego trawienia, to także dosłowna gra w rosyjską ruletkę z własnym zdrowiem. Bezpieczeństwo żywności to absolutny fundament formy sportowej. Bakterie takie jak Campylobacter, Salmonella, Escherichia coli (E. coli) czy Listeria, a także pasożyty włośnia krętego, to realne, niebezpieczne patogeny, które naturalnie występują w surowym mięsie, niezależnie od tego, jak bardzo ekologiczne i "trawą karmione" było zwierzę. Ostre zatrucie pokarmowe to nie jest tylko kilka dni spędzonych w toalecie. To potężny, ogólnoustrojowy stres i stan zapalny, który dewastuje twoje postępy treningowe.
Kiedy patogeny z surowego mięsa przełamią barierę jelitową, twój układ immunologiczny rusza do zmasowanego ataku. Produkuje ogromne ilości cytokin prozapalnych, takich jak interleukina-6 (IL-6) czy czynnik martwicy nowotworów (TNF-alfa). Te cząsteczki sygnałowe mają jeden priorytet: zwalczyć infekcję za wszelką cenę. W tym stanie organizm całkowicie wyłącza procesy budowy mięśni. Stan zapalny bezpośrednio blokuje szlak mTOR, o którym wspominaliśmy wcześniej. Co gorsza, infekcja powoduje gwałtowny wyrzut kortyzolu – hormonu stresu, który jest silnie kataboliczny. Kortyzol zaczyna rozkładać twoje ciężko wypracowane mięśnie na aminokwasy, by dostarczyć energii układowi odpornościowemu do walki z bakteriami.
Trzydniowe zatrucie pokarmowe wywołane zjedzeniem surowego steka może cofnąć cię w treningach o cały miesiąc. Tracisz wagę, tracisz glikogen, tracisz wodę wewnątrzkomórkową, a co najważniejsze – tracisz białka kurczliwe mięśni. Dodatkowo, silna biegunka i wymioty prowadzą do drastycznego zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej, wypłukując potas, sód i magnez, co uniemożliwia prawidłowy skurcz mięśni po powrocie na salę treningową. Ryzyko infekcji jest po prostu nieproporcjonalnie wielkie w stosunku do jakichkolwiek wyimaginowanych korzyści płynących z jedzenia surowego mięsa. Obróbka termiczna to najtańsza i najskuteczniejsza polisa ubezpieczeniowa dla twojej masy mięśniowej.
Wpływ obróbki termicznej na mikroskładniki i tkankę łączną
Często podnoszonym argumentem przez zwolenników surowego mięsa jest rzekoma utrata witamin i minerałów podczas gotowania. Choć prawdą jest, że niektóre witaminy rozpuszczalne w wodzie (jak witaminy z grupy B) mogą ulec częściowej degradacji pod wpływem bardzo wysokiej temperatury lub wyciec do wody podczas gotowania, to bilans zysków i strat wciąż zdecydowanie faworyzuje obróbkę termiczną. Przede wszystkim, mięso jest głównym źródłem żelaza hemowego i cynku – minerałów kluczowych dla produkcji testosteronu i transportu tlenu do mięśni. Gotowanie nie niszczy tych minerałów. Co więcej, poprzez rozluźnienie struktur włókien mięśniowych, obróbka termiczna może wręcz ułatwić ich ekstrakcję i wchłanianie w jelitach.
Kolejnym, niezwykle ważnym aspektem dla sportowców siłowych jest tkanka łączna obecna w mięsie, zbudowana głównie z kolagenu. Surowy kolagen jest niezwykle twardy, gumowaty i praktycznie niestrawny dla ludzkiego układu pokarmowego. Jeśli zjesz surowe mięso bogate w tkankę łączną, po prostu wydalisz ten kolagen bez żadnego pożytku. Jednak pod wpływem długotrwałej obróbki termicznej w obecności wilgoci (np. podczas duszenia lub wolnego gotowania), twardy kolagen ulega hydrolizie i zamienia się w żelatynę.
Żelatyna jest wysoce przyswajalna i stanowi doskonałe źródło specyficznych aminokwasów, takich jak glicyna, prolina i hydroksyprolina. Te aminokwasy są absolutnie niezbędne do regeneracji twoich własnych stawów, ścięgien i więzadeł, które są poddawane ekstremalnym obciążeniom podczas treningów z dużymi ciężarami. Przekształcając niestrawny kolagen w przyswajalną żelatynę za pomocą ognia, dostarczasz swojemu organizmowi idealnego budulca do naprawy aparatu ruchu. To kolejny dowód na to, że gotowanie nie tylko ułatwia budowę mięśni, ale również chroni twoje stawy przed kontuzjami, pozwalając na długoterminowy, bezpieczny progres siłowy.
Reakcja Maillarda i zaawansowane końcowe produkty glikacji (AGEs)
Omawiając obróbkę termiczną, nie można pominąć aspektu sensorycznego i biochemicznego, jakim jest reakcja Maillarda. To seria skomplikowanych reakcji chemicznych między aminokwasami a cukrami redukującymi, która zachodzi pod wpływem wysokiej temperatury (zazwyczaj powyżej 140 stopni Celsjusza). To właśnie reakcja Maillarda odpowiada za brązowienie mięsa na patelni, chrupiącą skórkę i ten niesamowity, głęboki aromat pieczonego steka, który sprawia, że ślinianki zaczynają pracować na pełnych obrotach. Z perspektywy psychologii żywienia, smaczne jedzenie stymuluje wydzielanie dopaminy i ułatwia trzymanie się rygorystycznej diety. Surowe mięso jest mdłe i trudne do przełknięcia w większych ilościach, co szybko prowadzi do znużenia dietą (tzw. palate fatigue).
Jednakże, jak we wszystkim, kluczowy jest umiar i odpowiednia technika. Zbyt agresywna obróbka termiczna, taka jak przypalanie mięsa na czarno na grillu węglowym lub smażenie w głębokim tłuszczu w ekstremalnych temperaturach, prowadzi do powstawania zaawansowanych końcowych produktów glikacji (Advanced Glycation End products - AGEs) oraz heterocyklicznych amin (HCA). Te związki są prozapalne i w dużych ilościach mogą przyczyniać się do stresu oksydacyjnego w organizmie, co z kolei może spowalniać regenerację komórkową.
Dlatego sztuka przygotowania mięsa w diecie sportowca polega na znalezieniu złotego środka. Chcemy zdenaturować białko, zabić patogeny i uzyskać korzyści smakowe z reakcji Maillarda, ale jednocześnie uniknąć zwęglenia i nadmiernej produkcji AGEs. Zrozumienie tych procesów chemicznych pozwala na świadome manipulowanie temperaturą i czasem gotowania, co bezpośrednio przekłada się na jakość paliwa, jakie dostarczasz swoim mięśniom.
Optymalne metody obróbki termicznej dla maksymalizacji anabolizmu
Skoro wiemy już, że surowe mięso to fizjologiczna pomyłka, a przypalone to ryzyko stresu oksydacyjnego, jak powinniśmy przygotowywać nasze źródła białka, aby wyciągnąć z nich 100% potencjału anabolicznego? Chcemy zdenaturować białko i ubić bakterie, ale nie zniszczyć wartości odżywczych ani nie wygenerować szkodliwych związków. Oto metody, które w realiach nowoczesnej dietetyki sportowej maksymalizują korzyści:
- Gotowanie metodą sous-vide: To absolutny król precyzji. Mięso zamknięte próżniowo gotuje się w kąpieli wodnej o dokładnie kontrolowanej, stosunkowo niskiej temperaturze (np. 55-60 stopni Celsjusza dla wołowiny). Taka temperatura jest wystarczająca, by zdenaturować białka i zabić większość patogenów przy odpowiednio długim czasie, ale na tyle niska, że nie niszczy witamin i nie wysusza mięsa. Białko staje się idealnie przyswajalne, a mięso zachowuje pełnię soków. Krótkie obsmażenie na koniec (reverse sear) dodaje smaku z reakcji Maillarda bez ryzyka przypalenia wnętrza.
- Duszenie pod przykryciem w niskiej temperaturze (Slow cooking): Idealna metoda dla twardszych, tańszych kawałków mięsa bogatych w tkankę łączną. Długotrwałe działanie wilgoci i umiarkowanej temperatury sprawia, że twardy kolagen rozpada się do postaci łatwo przyswajalnej żelatyny, wspierając twoje stawy. Białko staje się super przyswajalne, a mięso dosłownie rozpada się pod widelcem, co minimalizuje wysiłek trawienny żołądka.
- Krótkie grillowanie lub smażenie (Medium-rare): W przypadku wysokiej jakości steków wołowych, stopień wysmażenia medium-rare (średnio krwisty) to optymalny kompromis. Zewnętrzna warstwa jest poddana reakcji Maillarda i pozbawiona bakterii powierzchniowych, podczas gdy wnętrze jest podgrzane na tyle, by rozpocząć proces denaturacji białek, ale nie na tyle, by mięso stało się twardą, trudnostrawną podeszwą. Warto pamiętać, że w przypadku drobiu i wieprzowiny zawsze dążymy do pełnego wysmażenia ze względów bezpieczeństwa mikrobiologicznego.
Psychologiczne i społeczne aspekty ekstremalnych diet w kulturze fitness
Fenomen jedzenia surowego mięsa nie wziął się z rzetelnych badań naukowych, lecz z psychologii tłumu i specyfiki obecnego krajobrazu mediów społecznościowych. W świecie, gdzie podstawowa, zbilansowana dieta wydaje się nudna i nie generuje zasięgów, influencerzy muszą sięgać po coraz bardziej skrajne zachowania, by przyciągnąć uwagę. Dieta oparta na surowym mięsie, często nazywana "karniworą pierwotną" czy "dietą przodków", sprzedaje iluzję powrotu do mitycznych, twardych czasów, w których mężczyźni byli rzekomo silniejsi i zdrowsi.
Z psychologicznego punktu widzenia, stosowanie tak ekstremalnych restrykcji żywieniowych często daje ćwiczącym fałszywe poczucie wyższości i kontroli. "Skoro potrafię zjeść surową wątrobę, jestem bardziej zdeterminowany niż inni" – to pułapka myślowa, która prowadzi prosto do ortoreksji, czyli obsesyjnego skupienia na "czystości" jedzenia. Tego typu diety są wysoce aspołeczne. Trudno wyjść ze znajomymi do restauracji czy zjeść posiłek z rodziną, gdy twoim wymogiem jest surowy kawałek wołowiny z plastikowego pojemnika. Izolacja społeczna to dodatkowy stresor, który negatywnie wpływa na ogólny dobrostan i regenerację układu nerwowego.
Co więcej, efekt placebo odgrywa tu gigantyczną rolę. Osoby przechodzące na ekstremalne diety często jednocześnie zaczynają lepiej spać, odstawiają alkohol, przetworzoną żywność i cukry proste. Poprawa samopoczucia i sylwetki wynika z eliminacji tych negatywnych czynników, a nie z faktu, że mięso było surowe. Niestety, błędnie przypisują oni sukces magicznym właściwościom surowizny, ignorując fakt, że ugotowane mięso w połączeniu z tym samym zdrowym stylem życia przyniosłoby jeszcze lepsze, i co ważniejsze, bezpieczniejsze rezultaty.
Surowe mięso a mikrobiom jelitowy sportowca
Ostatnim, ale niezwykle istotnym elementem układanki jest wpływ surowego mięsa na mikrobiom jelitowy. W ostatnich latach nauka o sporcie poświęca ogromną uwagę bakteriom zamieszkującym nasze jelita, ponieważ udowodniono, że mają one bezpośredni wpływ na wchłanianie składników odżywczych, poziom energii, a nawet na motywację do treningu. Zdrowy mikrobiom potrzebuje błonnika i zróżnicowanej diety, ale to, co dzieje się z niestrawionymi resztkami białkowymi, ma kluczowe znaczenie.
Jak ustaliliśmy wcześniej, surowe mięso jest trudne do strawienia w górnym odcinku przewodu pokarmowego. Oznacza to, że znaczna ilość niestrawionych białek i aminokwasów trafia do jelita grubego. Tam stają się one pożywką dla specyficznych szczepów bakterii w procesie zwanym putrefakcją (gniciem białek). Proces ten generuje toksyczne metabolity, takie jak amoniak, indole, fenole i siarkowodór. Związki te nie tylko powodują wzdęcia i gazy o wyjątkowo nieprzyjemnym zapachu, ale przede wszystkim uszkadzają barierę jelitową i wywołują lokalny stan zapalny.
Przewlekły stan zapalny w jelitach (tzw. cieknące jelito) sprawia, że endotoksyny bakteryjne przedostają się do krwiobiegu, wywołując ogólnoustrojową odpowiedź immunologiczną. Jak już wiemy, aktywny układ odpornościowy to wróg hipertrofii. Zamiast budować mięśnie, twój organizm walczy z toksynami produkowanymi przez bakterie żywiące się resztkami surowego steka. Ugotowane mięso, dzięki wysokiej przyswajalności w jelicie cienkim, minimalizuje ilość białka docierającego do jelita grubego, chroniąc twój mikrobiom przed dysbiozą i utrzymując środowisko jelitowe w stanie sprzyjającym regeneracji sportowej.
Ostateczny werdykt fizjologiczny jest jednoznaczny. Obróbka termiczna mięsa zwiększa gęstość kaloryczną netto poprzez obniżenie kosztów trawienia, drastycznie poprawia biodostępność aminokwasów niezbędnych do stymulacji szlaku mTOR i chroni Cię przed katabolizmem wywołanym infekcją bakteryjną. Fizjologii i setek tysięcy lat ewolucji nie oszukasz chwytliwym hasłem z internetu. Używaj ognia, by budować formę mądrzej, bezpieczniej i znacznie skuteczniej.



